three am

Chwila

Siedzę i czytam. Przygotowuję wpis o ucieczce z kapitalizmu, czytam teksty filozoficzne, przeglądam notatki, szukam inspiracji. Niby wszystko bez stresu, bez przymusu. Akurat mam tę chwilę, dla siebie i swojej pracy, tę chwilę na którą czekałam od wczoraj. Właśnie nastał ten wyczekiwany moment, dzieje się tu i teraz – siedzę w ciszy, mogę czytać i pisać. Za oknem pada deszcz, siedzę przy swoim biurku, piję herbatę, nikogo nie ma w domu. Idealny czas do zagłębienia się w idee, do kontemplacji, do kreowania…i co? I nic. 

Moje wczorajsze wyobrażenie o tym jak ten moment miał wyglądać i to czym on teraz jest są diametralnie różne. W moim wyobrażeniu był to moment tak bardzo wyczekiwany, moment ekstazy, wielkich emocji, moment absolutny. Pragnienie tej ciszy i spokoju, która obejmie mnie i przeprowadzi przez chaos myśli, aby efektywnie przelać na papier wszystkie pomysły i zrobić coś pięknego w te dwie godziny wolnego i mojego czasu… To się nie dzieje. 

Jestem tu, w tym czytaniu i pisaniu i zdaję sobie sprawę, że nic z tych rzeczy które sobie wyobrażałam się nie dzieją. Czytam i się rozpraszam, więc muszę po kilka razy czytać to samo zdanie. Piszę notatki na kartce, trochę niechlujnie, trochę nieskładnie. Nic się nie dzieje. Nic konkretnego jeszcze nie napisałam. Moje myśli są ciągle rozbiegane i nie do końca umiem złapać wątek. Nie jestem do końca pewna o czym to będzie. Nie wchodzę na wyżyny swoich możliwości, więc od razu włącza się poczucie winy, że przecież wreszcie tu jestem I CO? Czemu nie umiem sprostać mojemu idealnemu wyobrażeniu o tej chwili? Co ja robię? Czemu marnuję czas, którego jest tak mało? Mam swoje dwie godziny na tworzenie i nic się nie dzieje…

Co o nas mówią nasze wyobrażenia? Tęsknię za uczuciem kiedy siadałam i po prostu bez planu, bez przymusu, bez niczego siadałam i czytałam albo siadałam i pisałam. I tyle. O czym jest to wspomnienie? O czynności czy o czym innym? Może to wspomnienie jakiejś beztroski i frywolności? Kiedy jeszcze umiałam w odpoczynek? Taki z prawdziwego zdarzenie. W bycie na sto procent w tym momencie, absolutna relaksacja, skupienie i odprężenie. Tego stanu, kiedy budzi się ciekawość do świata, kreatywność, czas się rozszerza, pamięć jest jak brzytwa, świat staje się bardziej intensywny i mocniej odczuwalny. W tym stanie życie się najbardziej jak się da. To co wspominam, co sobie wyobrażam to właśnie to odczucie. Odczucie, które kiedyś przychodziło jakoś łatwiej, dziś jest coraz trudniej osiągalne. Odczucie którego nie da się zaplanować i wpisać w plan dnia, a jednak takie do którego tak bardzo dążymy i pragniemy. Porzucam pracę nad wpisem, żeby zebrać myśli…

Ta przerwa, ta chwila na odejście od zadania i przelanie dyskomfortu na inny ‘papier’, bez uprzedniego planu, zupełnie spontanicznie i bez celu, nagle na moment przenosi mnie w tę przestrzeń. Kiedy słowa same przychodzą, kiedy myśli przestają buzować w chaosie, kiedy nie mam potrzeby spoglądać na telefon w celu dystrakcji i zabicia dyskomfortu, kiedy dzieję się coś co nie miało się zdarzyć, ale nagle się wykluło i znalazło ujście. 

Komentarze

Dodaj komentarz