three am

Sen nocy letniej

Znowu 3am. Budzę się ze snu. To jeden z tych snów, które mocno się przeżywa. Zaczyna się tak – chcę zdawać do szkoły filmowej, gdzieś w jakimś ważnym mieście w hAmeryce. Przyjeżdżam sama. Zatrzymuję się w pokoju u dwóch młodych dziewczyn, które studiują już na tej uczelni. Są świetne, przebojowe i kreatywne. Od razu łapiemy ze sobą kontakt. Mówią mi, że na pewno się dostanę. Chcę zdawać na montaż, ale na rozmowie kwalifikacyjnej nagle okazuje się, że każą mi robić aktorską improwizację. No i stress straszny, bo ja zupełnie ani w aktorstwo ani w improwizację. Coś tam próbuję, coś wymyślam, ale wiem, że jest tragicznie. Jestem sztywna, zestresowana, zupełnie nie moja bajka. To z tych uczuć jak się stoi nago przed publicznością. Czuję zawstydzenie i upokorzenie. Nic nie wychodzi.

Na rekrutacji jest dwóch profesorów, takich ważnych i znanych ze świata. Dodają mi inną osobę do towarzystwa i gry. Młody chłopak. Jest świetny, dużo lepiej wszystko mu wychodzi. Próbuję mu dorównać i idzie mi trochę lepiej, ale widzę i wiem, że on jest lepszy. W końcu siadamy na przeciwko profesorów i jest rozmowa. 

Jeden z nich nagle przypomina mi mojego profesora z socjologii sprzed prawie 20 lat – Aleksandra Manterysa. To był guru od klasycznej teorii socjologicznej. Taki profesor, co wzbudzał respekt i wszyscy drżeli na egzamin ustny u niego. No i teraz siedzę na przeciwko tego profesora, zupełnie nieprzygotowana i mam się pokazać od jak najlepszej strony. Pyta się jak się nazywam. Nagle wszystko obraca się wokół mojego imienia, którego nikt nie jest w stanie wymówić. Jest zainteresowanie. Co ja tu robię? Dlaczego tutaj? Po chwili w jakiś sposób okazuje się, że  ten cały egzamin odbywa się w parku na świeżym powietrzu. Podjeżdża samochód i wychodzą z niego te dwie dziewczyny u których się zatrzymałam. Wprowadzają super atmosferę, żartują z profesorami, oni są zadziwieni, że się znamy. Miny od razu im łagodnieją, atmosfera robi się przyjazna. Nagle chodzi już o coś innego, o relacje, żarciki, o wybadanie czy się polubimy. I wychodzi na to, że raczej tak. 

3:30 I budzę się ze snu. Nie wiem jak się skończył. Nie wiem czy się dostałam. Ale to już jest o czymś innym. Budzę się nie z lękiem i wstydem, tylko z zupełnie innym poczuciem. Z poczuciem, że znowu mam jakąś misję i plan. Że znowu mi się chce i mogę zacząć coś zupełnie nowego. Że żeby coś zacząć, nie muszę od razu się na tym znać, ani wiedzieć dokładnie, gdzie mnie to poprowadzi. Lecę na fali energii, która mnie ciągnie w nowe i nieznane.

I budzę się z poczuciem, że wiem co jest moją siłą w życiu. To są relacje i ludzie. Ludzie, którzy mnie niosą i ich energia. Relacje to moja największa broń i siła. Zawsze stawiam je na pierwszym miejscu. Czasem to wychodzi na dobre, czasem nie, ale wiem, że warto. Bo ludzie dają mi siłę do działania. Budzę się i wiem, że jestem tą małą osóbką w wielkim kraju, którego nie do końca czuję, który ciągle jest dla mnie obcy, który ciągle nie chce mi dać pełni skrzydeł, który ciągle wstrzymuje mnie z możliwością pracy, który daje i zabiera, ale który jest moim domem. Kraj, w którym nikt nie potrafi wymówić mojego imienia, ale który mimo wszystko daje mi poczucie, że mogę iść dalej i sięgać po więcej.

Budzę się ze snu, w którym część mnie, która od dawna jest uśpiona, dostaje nagle skrzydeł i z ekscytacją czeka na nowe. Ze strachem pod pachą, ale idę w to, bo jestem bardzo ciekawa jak ta fala się dalej potoczy. 

Komentarze

Dodaj komentarz