three am

Prezent

Przyszedł ten czas. Wertując internet w poszukiwaniu prezentów, którymi chcę uszczęśliwić bliskie mi osoby, nachodzi mnie refleksja, że kiedyś z prezentami było łatwiej. Co to za ironia. Teraz, kiedy wybór jest nieograniczony i można kupić Wszystko, a do tego spersonalizować i dopasować do potrzeb, to jakoś coraz trudniej mi to przychodzi. I z jakiegoś powodu, wydaje mi się, że mam z tego coraz mniej frajdy. Co poszło nie tak?

Po pierwsze Wybór. Wiadomo, im więcej do wyboru tym większa presja. Presja ideału. Na pewno jest coś lepszego, piękniejszego, bardziej w stylu, w lepszej cenie itd. Godziny poświęcone na research, tylko podsycają poczucie winy i świadomość, że gdzieś, zawsze znajdzie się coś lepszego.

No, ale załóżmy, że już znalazłam. Mam dobry prezent. I co teraz? Czemu nie cieszy mnie to jak kiedyś?

Nachodzi mnie taka myśl, że odkąd kupowanie prezentów przeniosło się do sieci i zależy od ilości przewertowanych stron internetowych i kont, coś straciliśmy. Kiedy wspominam jak dawniej robiłyśmy sobie prezenty z moimi przyjaciółkami, to najlepszą częścią każdego prezentu była historia okołoprezentowej akcji. Jak doszło do tego, że ten prezent w ogóle się pojawił lub nie pojawił? W wymyślenie, zdobycie i przywiezienie prezentu zazwyczaj zaangażowanych bezpośrednio było co najmniej 6 osób, a pośrednio znacznie więcej. Zawsze był jakiś przypał, zawsze coś poszło nie tak, zawsze była historia. I jeżeli prezent nie dotarł na czas (często) to przynajmniej fakupowi towarzyszyła wybitna historia i to wynagradzało wszystko. Ale taka historia i akcja mogą być tylko możliwe, jeżeli rzeczy dzieją się tu i teraz. Jeżeli jedzie się do sklepu, sklep się zamyka za 5 min i już nie da się nic zamówić, błaga się sprzedawcę, żeby nas przyjął, dzwoni do innych sklepów, szuka, załatwia, widząc nasze zaangażowanie inne postronne osoby też się angażują, przewracamy różne systemy do góry nogami, żeby tylko udało się na JUŻ, bo urodziny za godzinę. I tak oto, prezent, a przynajmniej dobra historią dowozi to, co w prezencie najważniejsze. Czas, zaangażowanie, stres, śmiech, cała fala adrenaliny i emocji, a to wszystko dla Tej osoby, która jest dla nas ważna. To w moim odczuciu jest najlepszy prezent.

Myślę sobie o tym, bo mam wrażenie, że coraz mniej szczęścia sprawia mi kupowanie i otrzymywanie prezentów. Nie dlatego, że są zupełnie nietrafione, ale właśnie dlatego, że pochodzą z klików, a te coś nam odbierają. Co najbardziej cenię w prezentach? Te ważne i najlepsze prezenty, te które lubię najbardziej, to takie które w danym momencie ustanawiają i utrwalają coś w relacji. Odzwierciedlają to czym jest nasza relacja, ugruntowują to, co zbliża nas ku sobie. To może być śmiech, czułość, intelektualna wymiana, sport, sztuka, duchowe połączenie, itd. Cokolwiek to jest, jest nasze i prezent ugruntowuje nas jako relację czy grupę. Dlatego też jeszcze bardziej niż otrzymywać prezenty, lubię je dawać. Bo to dla mnie moment refleksji. Moment kiedy poświęcam komuś mój czas, i moment, żeby się zastanowić, co ta osoba dla mnie teraz znaczy, i na czym opiera się nasza znajomość? Co nas teraz łączy i trzyma ku sobie? Oczywiście to w idealnym świecie. Kiedy na wszystko ma się czas, energię i można robić tylko rzeczy ważne, potrzebne i głębokie. W praktyce, klik klik. Ale zostawiam tu tę refleksję, żeby pamiętać, co jest dla mnie ważne i dlaczego kiedyś dawanie prezentów sprawiało mi więcej radości i tęsknię za tym odczuciem.

Komentarze

Dodaj komentarz