Uwielbiam ten mem.

Przez ostatnie tygodnie coraz mniej smakuje mi kawa, a raczej, sprawia mniej przyjemności. It doesn’t hit like it used to. Jest to ogromne zaskoczenie, bo ja kawę kocham. Piję dwie kawy dziennie, dość mocne i mam zakodowane w głowie, że to mi pozwala przeżyć dzień. Ignorowałam ten stan, bo przecież jak żyć bez kawy? Co w zamian? Kawa to rytuał, przyjemność, moment na który się czeka, kop do działania. Co może mi to zastąpić?
No ale też się trochę oszukuję, bo moje wspomnienie o kawie i tym czym zawsze była, już się trochę nie pokrywa z tym jak się czuję teraz. Łapię się na tym, że tej kawy nie dopijam, że się trochę przymuszam, że nie pozostawia mnie w stanie błogości i energii, tylko coraz częściej w napięciu i stresie. Jednak myśl o zmianie jest trudna do przyjęcia.
Obudziłam się wczoraj o 3am, i tak sobie myślałam o nawykach i motywacji do zmian. Ponieważ lubię zmianę noworoczną, lubię rytuały i zawsze mnie emocjonuje, że zaraz zacznie się coś nowego; ale nie lubię robić tego co wszyscy w tym samym czasie; to jakoś trochę z przypadku, a trochę podświadomie, wprowadziłam w życie parę zmian już w listopadzie/grudniu. I leżąc o tej 3am, nie mogąc spać, i myśląc o tym, że ciężko mi będzie się obudzić rano bez kawy, rozłożyłam trochę moje ostatnie zmiany na części pierwsze.
Parę tygodni temu zamieniłam 2 kawy na 1 kawę dziennie. I ku mojemu zaskoczeniu, jest mi dużo lepiej, a rytuał kawy, dzięki zmianie jest na nowo ekscytujący, bo piję ją o innej godzinie i bardziej z chęcią niż z powinności. Ta zmiana przyszła do mnie parę tygodni wstecz podczas sesji jogi. Robiliśmy serię powitania słońca w szybkim tempie, przez jakieś 10 minut i moja ukochana instruktorka kwitowała tę serię ruchów słowami
„Teraz jesteśmy tutaj i nasze ciało buduje naszą energię – Energię do życia. Nie wysyłamy tej energii nigdzie indziej, nie marnujemy jej na myślenie o wszystkim co dookoła, nie wędrujemy myślami. Jesteśmy tu, zatrzymujemy ją dla siebie, ona dalej popycha wszystko, co w nas, to jest nasza energia do życia”
I ja to poczułam. I poczułam każdą komórką mojego ciała, że energia do życia jest we mnie i, że jestem w stanie ją wyzwolić i wzniecić i, co najważniejsze, zatrzymać w sobie. I mogę to zawsze osiągnąć jeśli nad nią zapanuję i nauczę się nie marnować jej na rzeczy, które nie są tego warte. I tak oto, obudziłam się następnego dnia, rozłożyłam matę obok łóżka i zrobiłam jedno powitanie słońca, myśląc intensywnie o wydobyciu tej energii. I potem kolejne i kolejne. I tego ranka nie zrobiłam sobie porannej kawy, i nie cierpiałam.
Następnego dnia, to samo, i kolejnego dnia, itd. Ale najważniejsze i najciekawsze dla mnie w tym wszystkim jest to, że ta mała zmiana zupełnie nic mnie nie kosztowała. Do tego moja poprzeczka zawieszona jest niesłychanie nisko – jedna seria, dosłownie 15 sekund. I tyle. To jest tzw. mikro nawyk i póki co świetnie mi się sprawdza. Nie muszę się do niczego zmuszać, nie cierpię i nie zadaję sobie nawet pytania czy mi się chce czy nie. I praktycznie za każdym razem robię więcej niż 15 sekund, ale wiedząc, że to jest minimum, nie ma wymówek ani nawet zastanawiania się. I najlepsze jest to, że robiąc te powitania w pełnym skupieniu, rzeczywiście czuję tę energię, ona się wyzwala, za każdym razem. To jest moja motywacja. Robię, aż poczuję i robię tyle ile mi potrzeba.
I jak sobie leżałam wczoraj o 3am i myślałam o tym, to zdałam sobie sprawę, że w motywacji i zmianie (przynajmniej u mnie to tak działa) wszystko zaczyna się od czucia. Najpierw moje ciało dawało mi znać, że potrzebuje energii, potem, że kawa już tego nie zaspokaja, a potem skupiając się i znajdując rozwiązanie na sesji jogi, poczułam, że to jest dokładnie to, czego szukałam i potrzebowałam. 2 lata w terapii też dały mi to najważniejsze narzędzie, jakim jest rozpoznawanie uczuć i stanów w ciele. Bo to właśnie nasze ciała są najlepszym i najważniejszym powodem i motywatorem do wprowadzania zmian. Czy to znaczy, że absolutnie zawsze i codziennie będę wstawać i robić jogę? Nie. Czy to znaczy, że nigdy nie wypiję drugiej kawy? No jasne, że wypiję. Ale ja szukam czegoś innego i na ten moment mi to działa – energia życiowa, która płynie ze mnie i którą jestem w stanie wzbudzić. To małe odkrycie dało ogrom satysfakcji, energii, usprawniło mój poranek i dało na nowo przyjemność z mojej jednej kawy. I przypomniało mi o tym, że nie ma większego szczęścia niż wsłuchanie się w siebie i znalezienie rozwiązań, które są idealnie dla mnie.
To w ramach preludium do wejścia w nowy rok z nową motywacją.

Dodaj komentarz