three am

Opłatek

Święta zawsze były dla mnie ważnym momentem w roku. Szczególnie odkąd wyjechałam z Polski (14 lat temu), świąteczny obiad i gotowanie daje mi poczucie ciepła, bliskości i połączenia z tą tożsamością, która za każdym razem mnie ugruntowuje. Po latach, wiele polskości się ze mnie ulotniło. Wiele musiałam zakwestionować, porzucić, zmienić, żeby być tym kim jestem teraz. Ale świąteczny obiad to jest mój must. Od lat organizuję i gotuję dla znajomych wigilijną fiestę. Czy to będzie małe grono i parę dań, czy wielka uczta na 20 osób, wigilia zawsze być musi. Tak też jest w tym roku.

Wczoraj usiedliśmy przy stole z pierwszą ekipą, dzisiaj będzie druga. Podwójna celebracja to wyższa szkoła jazdy, ale wartość jaką wnosi do mojego życia jest nieoceniona. W polskim sklepie udało mi się załapać na opłatek, i tak też po raz pierwszy do corocznej celebracji dołączyliśmy dzielenie się opłatkiem. I jak wielkie było moje zaskoczenie, że tak mała rzecz zrobiła taką furorę tego wieczoru, a mnie pozostawiła z refleksją.

Za naszą namową i zaleceniem, goście przyszli baaardzo głodni. Zanim wszyscy się zebrali i zasiedliśmy do stołu, trochę czasu minęło, więc głód dawał się we znaki. Myślałam, że może już lepiej usiąść i zjeść, ale stwierdziłam, że skoro już mam opłatek to spróbujmy. Wytłumaczyliśmy na czym polega rytuał, że każdy z każdym, że łamiemy, składamy życzenia, zjadamy, itd. Parę osób się nie znało, lub nie widziało od dawna, więc przyjęli tę informację z lekkim niepokojem, acz też z ciekawością. Myślałam, że szybko pójdzie, ale okazało się, że oczekiwane „wszystkiego dobrego” (przynajmniej z mojego dawnego doświadczenia) zamieniło się w moment niezwykłego połączenia i więzi, który zaskoczył wszystkich. Poleciały niejedne łzy, wyszły emocje, a niektóre życzenia weszły na poziom niezwykle głębokich wyznań i refleksji. Było to tak piękne, że nie chciało się kończyć. Kiedy usiedliśmy do kolacji było jakoś inaczej. Jakoś bardziej, mocniej, wdzięczniej. Po kolacji usłyszałam, że był to jeden z piękniejszych momentów wieczoru, a przynajmniej bardzo piękne wprowadzenie, które nadało wyjątkowy ton. A ja zostałam z refleksją, że przecież o to chodzi w tych całych rytuałach i tradycjach. Ten moment, kiedy stoisz z kimś oko w oko, symbolicznie wymieniacie się opłatkiem i jesteś absolutnie skoncentrowana na tej osobie i tym, co ona ma do powiedzenia. I potem zmiana. Patrzysz na osobę i myślisz o tym, co ona dla ciebie znaczy i co chcesz jej od serca przekazać. I masz na to specjalny, dedykowany moment, czy to nie jest piękne? Dodatkowo, podkręceni oczekiwaniem i głodem, byliśmy w dość wrażliwym stanie, nikt do końca nie wiedział co ma mówić, jak to zrobić, więc wszyscy się postarali i dali głos prawdziwym emocjom. No i wyszło intensywnie i pięknie.

I pomyślałam sobie, że najbardziej ze wszystkiego w życiu lubię te momenty. I że ludziom trzeba dawać czas i przestrzeń, żeby w tych momentach uczestniczyć. I że to nie są i nie muszą być wielkie rzeczy, wielkie wydarzenia zmieniające życie. To mogą być te małe rytuały i chwile, w którym jesteśmy dla siebie i dla innych. Dla tych momentów warto tę całą kolację robić. I ja wiem, że to się gdzieś zapamięta, gdzieś w ciele i dla wielu będzie Tym ważnym i pięknym wspomnieniem.

Dzielenie się opłatkiem dla wielu ludzi (mnie włączając) nie kojarzy się z tym doświadczeniem i często jest jednym z mniej komfortowych momentów świątecznej kolacji. Kiedy trzeba wysłuchać i wycałować wujków, ciocie i inne osoby, które nic o nas nie wiedzą, złożyć uniwersalne życzenia i przejść dalej…Ale odkąd ja sama organizuję moją Wigilię, która jest całkowicie moja, a ludzie których zapraszam są dla mnie ważni, to różnica jest ogromna. Nagle dzielenie się opłatkiem to coś magicznego, co wyzwala emocje i daje wyjątkowe wprowadzenie do reszty wieczoru. Kiedy jesteś z ludźmi, z którymi chcesz być, kiedy tygodniowy maraton gotowania, choć męczący to robiony z chęci, a nie z musu, jest pretekstem do tego, żeby podzielić się z innymi częścią siebie, swojej kultury i tożsamości w najlepszym wydaniu. Kiedy wszystko nabiera sensu i choć teoretycznie to wiesz, to teraz czujesz w całym ciele po co to wszystko, po co to te rytuały. Kiedy nie możesz być z bliskimi, bo są zbyt daleko, to możesz stworzyć przestrzeń do tego, żeby tę bliskość wskrzesić. Dziś jestem wdzięczna za opłatek, którego od dawna nie praktykowałam, a teraz odkryłam na nowo. Fajnie jest brać z tradycji to, co nam robi dobrze, i robić piękne momenty.

Dobrych, pięknych chwil Wam też życzę.

Komentarze

Dodaj komentarz