three am

Nadmiar

Nadmiar mam wszędzie…

W lodówce, kupuję, nie zdążam przejeść, wyrzucam…

W szafie, kupuję, potem czyszczę, oddaję, robię miejsce i znowu się zapełnia…

W zabawkach, nawet nie wiem kiedy kupuję, albo inni kupują, i nagle już nie ma gdzie upchać, robię ciągle rewizję i ciągle przybywa…

W głowie…ten jest najgorszy bo nie da się tak po prostu zobaczyć, co zawadza i wyrzucić…

Przyznaję się, nie panuję nad ilością rzeczy jakie mnie otaczają. Wiadomo, że od czasu do czasu trzeba usiąść, zebrać się i wszystko uporządkować. Wywalić, zrobić miejsce na nowe, poukładać tamatycznie, kolorystycznie, chronologicznie…i wówczas jest miło, tak na chwilę, bo zaraz znowu następuje kolejna kumulacja…

Najtrudniejszy do zniesienia jest chyba mentlik psychiczny, bo do niego trzeba sobie wytworzyć dyscyplinę i mechanizmy porządkowania praktycznie codziennie. Nie będę ukrywać, że dużo mojego kontaktu ze światem odbywa się przez internet. Kontakt z rodziną przez whatsapp, ze znajomymi przez instagram, czerpanie wiadomości o świecie przez social media. Już w zeszłym roku (i było to też moje noworoczne wyzwanie) zredukowałam ilość obserwowanych kont i przeniosłam się na inne media w celu zdobywanie informacji o świecie – radio i podkasty. To mi się całkiem nieźle udało. Niemniej jednak, sama formuła social mediów sprawia, że zawsze, przy każdym otwarciu coś się pojawi, otworzy nową zakładkę w głowie i zostawi w stanie czuwania, często nieświadomie. To jedno z większych wyzwań naszych czasów. Umiejętność i dyscyplina mentalnego porządkowania informacji, żeby w ogóle mieć jeszcze energię na inne ważne rzeczy i po prostu na życie. Nawet nie wiem kiedy, ale nagle mam w głowie serię nagłówków, postów, opinii, z których nic dla mnie nie wynika. Może na chwile dały mi poczucie, że wiem co się na świecie dzieje, choć tak naprawdę nie znam żadnych szczegółów. Nie umiem tego do końca połączyć w całość. Odzywają się tylko impulsy i emocje – „to dobre”, to „niedobre”, to wzbudza strach, a to daje nadzieję, i tyle. Ilość otwartych stron bez przetrawienia, bez pogłębionej refleksji, telepie się w mojej głowie tworząc chaos i podsycając niepokój (anxiety). Nie dotykam tych tematów kiedy się pojawiają, tylko je akumuluję, zużywam masę energii na tę akumulację, a to czego mi trzeba to jakiegoś ujścia, przetrawienia i domknięcia.

Parę dni temu usiadłam przy stole z Aliną, i od słowa do słowa rozmawiałyśmy, o pracy, o kryzysach, o pomysłach na przyszłość, o filmach, o ludziach…siedziałyśmy i snułyśmy wątek po wątku, powoli od słowa do słowa – łączyłyśmy. Potem uświadomiłam sobie, że ta jedna spontaniczna rozmowa dała mi dokładnie to, czego potrzebowałam, a o czym na co dzień zapominam. W trakcie powolnej wymiany myśli, słuchania i odpowiadania – chaos układał się w całość. Udało mi się przejść przez najróżniejsze idee i wątki, które siedziały mi w głowie i zakumulowały się w ciągu ostatnich dwóch tygodni. Nawet nie zdawałam sobie sprawy jak wiele połączeń można znaleźć wśród nich – ta scena z filmu, z tym artykułem, z tą rozmową z tą piosenką z tym cytatem…okazało się, że moja uwaga zatrzymywała się (nawet na mikro sekundę) na podobnych wątkach, wszystko oscylowało wokół jakiejś myśli, która się powoli we mnie kreowała. Ale nie byłam w stanie jej ułożyć w całość, bo nie miałam na to czasu i miejsca. A tu nagle, pół godziny, może trochę dłużej, i jedna zaangażowana osoba, wystarczyły, żeby z chaosu wykluł się spokój, i inspiracja.

Ja wiem, że trudno o takie miejsca i przestrzenie do spokojnej refleksji, a wiem też, że jest to absolutnie niezbędne do normalnego funkcjonowania i nie zwariowania.

Życzę sobie i Wam, abyśmy znajdywali czas i życzliwe osoby wokół siebie, i pomagali sobie w sobie ten chaos uporządkowywać. Systematycznie domykać tematy, albo przynajmniej trochę je przetrawiać. Bo wtedy od razu lżej i jakoś wszystko inaczej wygląda. Lepiej, spokojniej i łatwiej do życia.

Komentarze

Dodaj komentarz