Beznadziejnie. W polityce to wiadomo, samo zło. Nawet szkoda zaczynać tematu. Kiedy zdejmą tego Trumpa? Jak to możliwe, że ktoś taki jest u władzy? Dlaczego ludzie na to pozwalają?
Potem każdy inny temat jeszcze gorzej. Mundial? Tragedia, nie wpuścili turystów, zawodników, pracowników. Ceny transportu miejskiego specjalnie podrożały, żeby zarobić, wolna amerykanka, każdy kręci biznes, żadnych ulg, wszystko według okrutnych zasad kapitalizmu.
No, ale jak Ci się tam żyje?
Doobrze, bardzo lubię moje miasto, mój stan, jest piękna natura..
Oj to trzeba zmienić temat. No a jak tam służba zdrowia?
No nie, to jest tragedia, ubezpieczenia, wyzyski, wszystko koszmarnie drogie, ludzie się zadłużają, żeby w ogóle ich przyjęli na ostry dyżur, każdy plasterek $100..
No taak…to u nas lepiej jednak, mimo, że tak narzekamy.
Coraz częściej mam wrażenie, że jak spotykam kogoś i okazuje się, że mieszkam w Stanach, to od razu wzbudza to ogromną potrzebę porównania. Taka postać szybciutko zagaduje o te Stany, ale nie po to, żeby się czegoś o mnie czy moich poglądach dowiedzieć, ale po to, żeby się UPEWNIĆ, że te Stany to już nie too, że się skończyły, że już nic tam dobrego nie ma, że całe szczęście, że nigdy nie wyjechał/a (bo był/a, zwiedzał/a! I nawet mógł/a wyjechać, ale nie chciał/a!). I całe szczęście! Więc tylko chcą pogadać, żeby się upewnić, że żyje się tam do dupy. Że ma siostrę, brata, szwagra, babcię, znajomego i że byli, że wrócili, bo nie mogli tam wytrzymać. Że beznadziejnie, że w ogóle straszna ta pogoń za pieniądzem, że zero wsparcia, że ktoś kogoś oszukał, że rywalizacja okropna, że jak tak można żyć?
No całe szczęście, że w Polsce jest super i nie ma konkurencji, wszyscy się wspierają i nikt nikogo nie wychuja. Bo to jednak Europa i tu mamy Wartości! Nie to, co w Stanach.
Tym samym, staję się idealną kandydatką, lustrem do utwierdzenia takich patriotów w przekonaniu, że w Polsce jest lepiej. Że spoko, dobrze zrobili, że nigdy nie wyjechali. Że zagranico to jest do dupy, jest trud, pot łzy i w ogóle nie warto było. Jak widzę, że ktoś tylko tyle potrzebuje ode mnie usłyszeć to przy tym zostaję. Po co mam komplikować rzeczywistość? Jak staram się powiedzieć o tym, co jest fajne, co lubię, to od razu jakoś rozmowa przestaje się kleić. Nawet dowalę więcej, powiem ile się płaci za wynajem, ile za rachunki, ile czasu potrzeba od straty pracy do bezdomności i jak wszędzie rozdają fentanyl. No bo co, w końcu oni i tak wiedzą lepiej, bo tak słyszeli, albo obejrzeli reportaż i już wiedzą.
Najbardziej lubię mówić o kwestiach LGBTQ+ i queer, bo tu to nawet najbardziej lewicujący i progresywni wysiadają. Że u nas w przedszkolu chłopcy chodzą w sukienkach i malują paznokcie, że w szkołach są dzieci trans i są wspierane…uuuhh. To już żadko kiedy przechodzi bez absolutnego szoku i znów, utwierdzenia, że 'u nas jednak lepiej’.
No i spoko. Niech będzie lepiej. Kocham Polskę, kocham tu być. Szkoda, że tak trudno cieszyć się z tego ile w Polsce jest dobrego, bez porównywania i utwierdzania się, że gdzie indziej jest gorzej. Że dobro Polski tylko się uwydatnia, gdy innym nie idzie. Przecież może być tu dobrze nawet kiedy inni mają dobrze. Albo, że inni mogą mieć inaczej i też być w tym szczęśliwi i to też nie umniejsza Polsce.
Ciekawe jest życie takiego lustra, w którym każdy chce się przejrzeć. Jednak potrzebujemy się przeglądać, żeby się utwierdzać w swoich wyborach, wartościach i tożsamości. Mi pomaga to zobaczyć jak wiele się we mnie zmieniło i jak o wiele szerzej patrzę na świat i życie. A tymczasem, czekam na kolejną rozmowę…




