Nie ma lepszego uczucia na świecie niż tworzenie. Kiedy czas się zatrzymuje, a Ty nie możesz przestać. Kiedy poprawiasz coś 120 razy, żeby było jak najlepsze. Kiedy szukasz godzinami idealnego rozwiązania, kiedy krew Ci buzuje z emocji, zmęczenia, ekscytacji, przerażenia i podniecenia na raz. Tak właśnie było z tym dokumentem.
Od września zeszłego roku chodzę na zajęcia na community college z montażu i robienia filmów. Jestem właśnie po dwóch semestrach i nie mogę się doczekać kolejnych. W montażu jest coś co daje mi absolutną satysfakcję i ekscytację. Jest w tym też coś z pisania artykułów naukowych (nad którymi zawsze się męczyłam), tylko inaczej i o niebo lepiej. Przede wszystkim historia. Układanie historii, to moje absolutnie ulubione zajęcie. Szukanie, kreatywne rozwiązania, wykreślanie, zestawianie, narracja. Potem składanie, kombinowanie. Potem muzyka, szukanie emocji, jak to wszystko ułożyć, żeby dawało kopa. A możliwości jest nieskończona ilość. Składanie chaosu w historię. To jest coś absolutnie wspaniałego, najwyższy stopień kreatywności!
To tej pory, zajmowałam się tym tylko na poziomie słowa. Kiedy robiłam swoje badania, przeprowadzałam wywiady, argumentowałam teoriami, układałam tak, żeby oddać ludzkie przeżycia jako część większej całości, większego systemu. To było zawsze trudne zadanie, ale słowo prowadziło wszystko. Dokument, to trochę to samo, ale jest zupełnie nowa forma, nowe narzędzia do przekazania historii – obraz i dźwięk! To jest jak nauka zupełnie nowego języka od podstaw. I nie chodzi tylko o naukę programu, obróbki dźwięku (oj jeszcze słabo u mnie z tym), ale to nowy rodzaj opowiadania. W obrazie można zawrzeć więcej niż w słowie. Ba, w ogóle nie trzeba słów! Co to jest za niezwykłe narzędzie!
No i tak właśnie zaczynam. Po raz kolejny zupełnie od nowa. Nowa branża, nowa dziedzina, nowa kariera, nowe życie. I piszę o tym dlatego, żeby pokazać, że mając prawie 40 lat, można zacząć coś zupełnie nowego i można nawet mieć nadzieję i marzenie, że to może być Twój kierunek na życie. Zawsze inspirowały mnie osoby, które postanawiają zmienić wszystko i iść za pasją. I właśnie o takich osobach myślałam zapisując się na moje pierwsze zajęcia i decydując się na zrobienie tego dokumentu, po jedynie kilku miesiącach nauki montażu. Myślałam o koleżance, która była pielęgniarką w szpitalu psychiatrycznym przez lata, po czym zdecydowała się zacząć studia graficzne i teraz robi absolutnie przepiękne ilustracje i jest z tym i w tym szczęśliwa. Za każdym razem kiedy je oglądam, to cieszę się, że podjęła tę decyzję, bo dzięki temu mogę (i inni mogą) nacieszyć oko czymś pięknym i to mi robi dzień. Myślę o innej koleżance, która była dziennikarką i zdecydowała się podjąć studia psychologiczne i teraz jest terapeutką. Ile dobra wniesie do świata! Myślę o każdej osobie, która zamiast tkwić w czymś co ją męczy i nie daje satysfakcji, wybiera drogę nieznanego, ale twórczego działania. To jest bardzo trudna ścieżka. Iść w nieznane. To jest ogromne ryzyko. To jest samotność i strach. Dopiero, kiedy wszystko się układa społeczeństwo przystaje na Twoją decyzję. Dopiero kiedy zaczynasz odnosić sukcesy, kiedy zaczynasz zarabiać, kiedy zaczyna być stabilnie, inni akceptują Twój wybór. Bo kiedy się decydujesz, jesteś sama ze swoją decyzją, strachem i niepewnością. Więc chylę czoło wszystkim, którzy decydują się na zmiany, którzy dźwigają brzemię nieuniknionej porażki, godziny, tygodnie, lata nauki od zera, nieprzespane noce, ciągnięci marzeniem o spełnieniu i życiu dla siebie i po swojemu.
Nie ma piękniejszego stanu niż robienie czegoś dla siebie, wsłuchanie się we własne ciało, marzenia, emocje i danie tym emocjom ujścia.
Mój pierwszy dokument ma co najmniej kilkaset błędów. Za każdym razem kiedy go oglądam widzę kolejną rzecz do poprawki. Widzę gdzie mi coś umknęło, gdzie jest literówka, gdzie jest za głośno i gdzie kolory słabe. Gdzie mogłoby być krócej, gdzie nie wyszło do końca tak jak chciałam. Ale też daję sobie taryfę ulgową. To mój pierwszy dokument i jestem z niego dumna. Bo każda minuta, którą nad nim spędziłam była pełna emocji. Stworzyłam go od początku do końca, tak jak umiałam, jak czułam i (prawie) jak chciałam. Ze wszystkimi ograniczeniami, jakie były dookoła. Ale dowiozłam na czas i jest. I myślę, że ze wszystkimi niedociągnięciami jest piękny, i to chodziło. Bo nie ma piękniejszego stanu niż odnalezienie swojego głosu.
Skomentuj podkrzakiemjasminuAnuluj pisanie odpowiedzi